I jestem przyzwyczajony do obelg, a taką bywa rzucone w twarz lub za plecami hasło: „Ty populisto!” i wiadomo, o co chodzi. A konkretnie to: „A fe! Nieładnie i buuuu!!!” Czy aby na pewno brzydko jest być populistą?

A może warto dzisiaj pójść na spacer z matką łaciną i pomówić z nią  od serca i do rozumu. Może warto bujnąć się z nią pod rękę w zielony utleniony las i zadać jej kilka pytań. A nuż dojdę po słowie do kłębka

Wiem, że to zbyt oczywiste, ale chodzi o łacińskie „vox populi”, czyli polskie „głos ludu”. I czuję, że rozważania nad tak prostym i powszechnym hasłem mogą pójść w wiele stron, w wiele aspektów, w wiele obszarów życia (osobistego bądź zawodowego).

Weźmy dla przykładu małą skalę biznesową. Pracuję na open space     i klnę jak szewc przy okazji dłubiąc w nosie. Jeśli ludziom wokół to przeszkadza i zaczną szeptem, cicho lub głośno mówić: „Stop! Koniec! Pora na zmianę. Tutaj jest podręcznik czystej polszczyzny. A tutaj chusteczki higieniczne”. – jest to klasyczny „vox populi”. A człowiek reprezentujący grupę, który do mnie podchodzi z tym podręcznikiem i chusteczkami, jest klasycznym populistą.

Weźmy przykład w innej skali i w innym aspekcie. „My, Polacy nie umiemy współpracować. Umiemy się jednoczyć tylko w trudnych momentach”. Jeśli wiele osób często powtarza tę frazę, staje się ona ukutym / uknutym przekonaniem (oczywiście nie znoszącym sprzeciwu). A przy okazji jest głosem ludu. Nie tylko ludu polskiego, ale bywa że zagranicznego.

Tutaj kłania się prosty i skuteczny filtr w nurcie „cui bono?”. Czy umiem    i chcę zadawać mądre pytania? Czy umiem i chcę udzielać szczerych i odważnych odpowiedzi? Czy „vox populi” – „My, Polacy nie umiemy współpracować. Umiemy się jednoczyć tylko w trudnych momentach” jest korzystne dla Polski? Dla Polaków? Dla biznesu? Dla społeczeństwa? Po takiej weryfikacji mogę zakasać rękawy i zacząć budować nowe przynoszące korzyści przekonanie.

Uwielbiam takie chłodne rozważania. Uwielbiam oglądać aspekty szersze (społeczne, biznesowe) i węższe (rodzinne, osobiste). Uwielbiam wsłuchiwać się w „głos ludu” i samodzielnie oceniać, czy chcę zostać na koncercie, który mi właśnie szepczą do ucha lub wrzeszczą prosto w twarz.

I uważnie sprawdzam, w jakim chórze to ja śpiewam. I cui bono?

Niech żyje kot z obu stron – i od czoła, i od ogona!

Tomasz Szokal-Egierd

VIA szkolenia na miarę naszych czasów

Możesz również polubić