MEDYTACJA

Salve!

Idąc uproszczoną dwubiegunowością, możemy iść przez życie strzelając z oczu piorunami albo dzieląc się ze światem czystymi wewnętrznymi promieniami. Piorunujące spojrzenie vs. promieniste spojrzenie.

Pójdźmy inną metaforą atmosferyczną. Chmurne myśli? Chmurne spojrzenie? Chmurny nastrój? Chmurny – czyli jaki? Przesłaniający? Przesłaniający co?

Skąd przychodzą do nas chmurne myśli? Co je przywołuje lub wywołuje? Wspomnienie? Widok konkretnej osoby? Tak zwane codzienne wiadomości? Zaczepne słowa rodziców kurczowo trzymających pępowinę? Obraz pustego łóżka o 20.00, kiedy wracamy  z pracy? Skręty znaleziony w kurtce dziecka? „A co ty ciągle panną jesteś?” „A ty ciągle w wynajmowanym mieszkaniu mieszkasz?” „Co ty znowu wymyśliłaś? Ciągle czegoś szukasz!” Wieczorny rachunek sumienia?

Zostańmy przez chwilę w poglądowej brudnej chmurze (za chwilę rozproszymy ją z lekkością). Na wielu przykładach łatwo prześledzić prostą ścieżkę: ciemna myśl rodzi ciemną emocję, a ciemna emocja rodzi schorzenie. Weźmy lekki kaliber – ktoś zachmurzył we mnie myśl: „Głupka z siebie zrobiłeś, jak mogłeś zapomnieć słów tego wiersza. Cała sala się   z ciebie śmiała”. Jeśli życie w swojej mądrości pchnęło mnie w stronę pracy wymagającej publicznych wystąpień mogę miewać lęki. A częste lęki mogą doprowadzić do rozstroju żołądka, kłopotów jelitowych. Zaczynam szukać remedium – na niezliczonych szkoleniach podpowiedzą mi krople uspokajające, setę przed, herbatkę ziołową, kaszę jaglaną, znalezienie na sali przyjaznej duszy i tak dalej – wszystko zwykle w obszarze leczenia skutków.

Twierdzę śmiało – podpierając się tysiącami lat ludzkiej mądrości – że skuteczność leży raczej u przyczyn, czyli w rozchmurzeniu pierwszej zabrudzającej myśli, czyli uzdrowieniu źródła. Tę brudną chmurę ludzie czasem nazywają zapisem energetycznym, wspomnieniem naładowanym emocjami, blokiem energetycznym… jak zwał, tak zwał.

Weźmy przykłady cięższe i ciemniejsze (z którymi wiele osób sobie świetnie poradziło): „nie mogę mieć dzieci”; „nie mogę znaleźć dobrej kobiety”; „ciągle trafiam na szefową furiatkę”; „jestem wiecznie schorowany”; „w tym kraju nic się nie zmieni”; „wstydzę się swojej seksualności”… Zdaje się, że tutaj też ludzie latami potykają się lecząc skutki zamiast wybrać się w podróż do źródeł.

Trąbi się czasem, że na świecie jest coraz głośniej. Reklamy dudnią niemiłosiernie, w sklepach telewizory charczą „informacjami” 24 h, kolorowe reklamy strzelają w oczy pikselami… Jak w takim zgiełku usłyszeć swoje myśli?

Przypomnij sobie proszę książki lub filmy, w których królowa, król, wódz, papież, generał, czarownica musieli podjąć decyzję kluczową dla siebie lub dla całej społeczności. Często udawali się na krótsze lub dłuższe odosobnienie – chcieli zostać sami ze swoimi myślami. Znaczące postaci historii ludzkości miały ciche gabinety, oddalone zakątki, zielone polany, dzikie plaże, na których zbierały myśli.

Ten ważny czas ludzie nazywają medytacją, kontemplacją, modlitwą, rozmyślaniem… jak zwał, tak zwał.

Wracając do uproszczonej dwubiegunowości. Jeśli bywają chmurne myśli, muszą być też jasne, krystaliczne, przejrzyste, niebieskie, czyste…

Dla siebie i swoich najbliższych chcę być mądrą wieszczką – pogodynką. Codziennie wieczorem w wewnętrznej ciszy, w medytacyjnym odosobnieniu stawiam prognozę na bliską noc i bliski dzień: „Śpię snem sprawiedliwego, budzą mnie promienie wewnętrznego słońca, w dzień idę uważnie i świadomie, mam jasne, czyste spojrzenie, kałuże omijam lub przeskakuję”. Forma prognozy jest sprawą indywidualną i warto ją zmieniać, ale jej czystej istoty serdecznie z dużymi przejaśnieniami życzę,

Tomasz Szokal-Egierd

Bądź dobrej myśli, bądź dobrą myślą.