Słowa rozmyślne

Smak pomyślnych słów

Smak pomyślnych słów!

Jestem poważnie upośledzony medialnie. 7 lat temu zmusiłem się do zastawienia w lombardzie telewizora najdroższej generacji. On ciągle tam stoi, a ja dzięki temu wprawiłem się w zdrowy ruch. Przykułem się do ruchu fizycznego i mentalnego. W tym ruchu kilka dni temu dzieci zaciągnęły mnie do sklepu RTV AGD, gdzie potknąłem się o scenę programu kulinarnego. Młody mężczyzna szarmancko podając talerz młodej kobiecie zakrzyknął: „wypie____aj mi z tym”. Jedzenie zwykle angażuje język, więc u ludzi sprawnych medialnie zasięgnąłem języka o gęstej zalewie telewizyjnych programów kulinarnych [KROPKA].

Pokusa budowania przenośnych mostów pragnie jednak kropkę otworzyć. Wszak każdy człowiek jest kucharzem swego losu. Codziennie gotujemy strawę dla myśli, dla emocji, dla ciała. Pewne potrawy nas uskrzydlają, pewne są neutralne, a pewne powodują niestrawność lub moralnego kaca. Świadome wybory jedzenia materialnego i subtelnego decydują o wszystkich aspektach wielkiej kuchni zwanej życiem (pierwsza część zdania od biedy trąci pożywnym patosem, druga część zajęczała grafomańską trywialnością).

Miłość, mądrość, praca, zamożność, hobby, zdrowie, komunikatywność, życzliwość, szacunek, lojalność, szlachetność, altruizm… i dziesiątki innych pięknych przestrzeni biorą źródło w doborze czystych składników, zachowaniu proporcji, doglądaniu piekarnika, sposobie podania, rozsmaczonym przeżuwaniu kęsów…

Oczywisty akapit na jeden ząb: zwykle pierwsze wartościowe potrawy gotują nam rodzice, potem większość z nas bierze garnki w swoje ręce.

Choć ciągle chodzą po świecie ludzie, którzy lepiej od nas samych wiedzą, co winniśmy jeść. Huczą i gromią lub słodko zapraszają do swojej wizji świata. A jeśli świadomie przyjrzeć się kaskadzie myśl, słowo, czyn. A jeśli podarować sobie czas na rozmyślanie, czy konkretna strawa jest dla mnie pożywna. Być może przyjdą szczere i mocne słowa: „Tak, dziękuję. Bardzo chętnie. Proszę nałożyć porcję dla mnie i dla mojej rodziny”. Lub: „Nie, dziękuję. Nie jadam zwulgaryzowanego języka. Nawet jeśli jest tak ujmująco doprawiony”. Wraz ze słowem przyjdzie czyn: przyciągania lub odsuwania.

Uwielbiam ugniatać i przeżuwać proste powiedzenia. Chcę z nich wydobywać esencję, istotę, ożywczy impuls, świadome rozeznanie. Dzisiaj serwuję sobie powiedzenie: „Nie daję sobie w kaszę dmuchać”. Jeśli masz czystą, zdrową ochotę na to samo, przyrządzaj samodzielnie, przyrządzaj według własnego uznania, przyrządzaj pożywnie.

Życzę dbałości o WARTOWNIKA(ć) głębiej,

Tomasz Szokal-Egierd

Możesz również polubić